Szkolenia to nie tylko onlajny czy praca w biurze u klienta. To też często wyjazdy do innego miasta, a co za tym idzie – pobyty w różnych hotelach. Mieliście kiedyś jakieś ciekawe, hotelowe przygody?
Ja swego czasu miałem okazję odwiedzić Kędzierzyn-Koźle i pobyt w nim, a dokładnie w jednym z hotelo-zajazdów, dostarczył mi dość osobliwych przeżyć… Zapraszam na krótką przerwę i lekturę – w sam raz do kawusi ; )

POKÓJ NR 16

Po zakończeniu całkiem przyjemnego szkolenia udałem się autobusem nr 2 w kierunku hotelo-zajazdu (celowo używam takiej nazwy – wyjaśnię potem), w którym miałem zarezerwowany nocleg. Nie było to proste, bo na tutejszych przystankach autobusowych nie ma nazwy przystanku tylko jego numer, który nijak współgra z mapami Google. Na rozkładzie jazdy w Internecie widzę, że powinienem wysiąść na przystanku Kozielska I, ale na przystanku nie widzę napisu Kozielska I, widnieje za to napis „Przystanek nr 148”. Cześć Kędzierzyn! : )
Tak czy siak, wysiadam z autobusu i udaję się w kierunku wspomnianego już wcześniej hotelo-zajazdu. Dlaczego piszę hotelo-zajazdu? Oba te określenia można znaleźć w Internecie na stronach obiektu oraz, uwaga! – zastać na miejscu…

Wchodzę. „Lobby” hotelowe robi wrażenie. Na podłodze błyszczące płytki jakby z kolekcji wczesny Paradyż, pod ścianą, vis a vis wejścia, wielki wazon a w nim sztuczne storczyki monstrualnych rozmiarów, najprawdopodobniej ze sklepu typu „Chińskie centrum”. Po prawej okienko, które sugeruje recepcję i przez które widzę czoło starszej pani. Tak, widzę tylko czoło, bo okienko ktoś tak sprytnie zainstalował, że kiedy ja stoję, a starsza pani siedzi, to ja widzę właśnie jej czoło a ona… hm… w najlepszym wypadku dolne kieszenie mojej kurtki. Zatem schylam się prawie w pół, żeby nie mówić do czoła (przecież szkolę z tego, że kontakt wzrokowy jest ważny) i widzę twarz pani. Twarz jest umęczona wiekiem, papierosami i kontaktem z gośćmi hotelowymi.

I tu zaczyna się dialog:

Ja: Dobry wieczór. Dzwoniłem do państwa na początku tygodnia, chciałbym do jutra skorzystać z noclegu, dla jednej osoby.

Pani: Czyli jedynka?

Ja: No chyba tak. To zależy czy mają państwo pokoje 1-osobowe, czy wynajmujecie np. jedno łóżko w pokoju 2-osobowym.

Pani: Z telewizorem czy bez? Bo wszystkie są bez łazienki! Łazienka wspólna!

Ja: A jest jakaś różnica w cenie jeśli chodzi o pokój z tv lub bez?

Pani: No tak. Bez telewizora 70 zł a z telewizorem 95 zł.

Ja: A czy standard tych pokoi jakoś się różni?

Pani: No wie pan, w każdym się pan wyśpi.

Ja: Aha, to może poproszę bez telewizora.

Pani: To hasło do wi-fi pan chce? Dam panu 16-stkę, tam wi-fi może będzie działać.

Ja: To poproszę. I mam jeszcze pytanie, wie może pani czy tu w okolicy jest jakiś bar, knajpka gdzie można zjeść coś na ciepło?

Pani (tu nagle mocniej wylewna): Wie pan, ja to zawsze mam problem jak mnie tu ludzie o to pytają, bo ja nie jem na mieście. No jest tam dalej taki jakiś bar, ale to już zamknięte będzie. Poza tym to ja nie wiem, ja to w domu jem, albo tu sobie coś odgrzeję, jak z domu przyniosę. Ale ulotkę mam, dam panu to sobie pan pizzę zamówi jak pan chce. Przywiozą tu panu.

Ja: Dziękuję.

Odbieram klucz od 16-stki i idę, zgodnie z instrukcją od starszej pani z recepcji, na pierwsze piętro. Staram się nie szurać walizą po Paradyżu, no bo tak głupio, po takich wypolerowanych płytkach. Łapię zatem w dłoń walizę i wchodzę na górę. I właśnie tu, nagle, na półpiętrze kończy się hotel a zaczyna zajazd. Nie ma już lśniących płytek podłogowych, nie ma wazonów ani nawet sztucznych storczyków z chińskiego marketu. Jest marmurkowe gumoleum pamiętające lata 90-te, odrapana lamperia w kolorze parówkowym i ciemny korytarz przesiąknięty dymem papierosowym – chyba jeszcze z czasów gdy w kioskach sprzedawali Klubowe. No nic tam. Odnajduję swoją 16-stkę, otwieram drzwi i wchodzę do pokoju. Pierwsza myśl jaka pojawia mi się w głowie to „Jezu, jak to dobrze, że swego czasu zwiedziłem na dziko trochę Azji, no i w Gruzji też byłem…”, teraz to już człowieka niewiele jest w stanie zaskoczyć. Pokój niewiele rożni się od korytarza, który do niego „zapraszał”. Ściany w kolorze parówkowym nawiązują do korytarzowych lamperii, gumoleum praktycznie to samo tylko odcień bardziej turkusowy, a firanki, jestem przekonany, są niepohamowaną fantazją babci właściciela obiektu. Siadam na łóżku. Twarde. Przywitało mnie radosnym skrzypnięciem „witaj gościu!”. Po lewej widzę umywalkę, nad nią bojler z naklejką informującą, że w pokoju nie wolno palić. Na wprost mnie wnęka na szafę do zabudowy, ale bez szafy do zabudowy. Jest za to mała komódka, taka na wysoki połysk, co to jak byłem mały, to rodzice mieli cały segment taki i trzeba było uważać, by frontów paluchami nie dotykać, bo potem takie wstrętne odciski palców na nich zostawały i trzeba było wiecznie polerować, bo tak brzydko z tymi odciskami było. A jakby jeszcze goście jacyś niespodziewanie zawitali i zobaczyli te odciski to dopiero byłby wstyd…

Po prawej stoi krzesło. W sumie nie jest złe. Nie jedna Szelągowska dałaby się za nie zabić. Ponoć teraz takie krzesła to nie, że „stare” tylko „vintage” i na allegro to fortunę kosztują. Jak się takie krzesło zeszlifuje, wymieni tapicerkę, nową gąbką siedzisko wypełni, specjalne gwoździe stolarskie wbije, pomaluje, ozdobi, wyprofiluje, wygładzi, podmieni, zamieni, pokocha, przytuli, dopieści i ładnie ustawi to przepiękne krzesło można mieć w domu. Takie zero łejst. No, to po mojej prawej akurat tych wszystkich zabiegów nie przeszło, więc siedzę dalej na łóżku. Okna są za to nowe – śnieżnobiały PVC.

PÓŹNO JUŻ, CZAS IŚĆ SPAĆ…

Jeszcze zanim wetknę w uszy chińskie, piankowe zatyczki, nasłuchuję co w 15-stce i 17-stce. W tej pierwszej luz. Ktoś wziął pokój z telewizorem. Jak na moje ucho wciągnęły go „Trudne sprawy” na Polsacie. W 17-stce za to ciekawsza historia. Słyszę coś w stylu:

  • Ale ku..wa, ty masz dopiero 18 lat ku..wa, jak możesz ku..wa tak się załatwić, ja pier..lę, ku..wa. Po ch..j, żeś tyle brała, ku..wa!
  • Zamknij się ku..wa, mogę! Mam 18 lat!
  • Ku..wa, pojebało cię ku..wa!
  • Odpierdol się ku..wa, mam jazdę zaj..stą ku..wa! Ch..j ci do tego ku..wa!

Po chwili słyszę jak policja na sygnale podjeżdża pod hotelo-zajazd. Z ciekawości podchodzę do okna i obserwuję sytuację zza pożółkłej firanki. Uchylam lufcik i nasłuchuję. Przed hotelo-zajazd wybiega starsza pani z recepcji i zaczyna tłumaczyć policjantom, że ich wezwała, bo nie wie co robić, bo w 17-stce dwie dziewczyny głośno się kłócą, ale ona nie wie co to za dziewczyny, bo to jej kolega rano je zameldował, a ona to tu dopiero od 19-stej jest. Panowie policjanci wchodzą do budynku. Po ich wyrazach twarzy widać, że nie są tu po raz pierwszy, zatem z pewnością znają już ten myk, że najpierw przechodzi się przez terakotowy hotel, a potem przez zajazd z gumoleum. Po kilku chwilach słyszę, że 17-stkę, bynajmniej nie z własnej woli, opuszczają goście, a ktoś na korytarzu krzyczy: „I ku..wa bardzo dobrze wam tak, ku..wa!”.

DELFINY I ZACHÓD SŁOŃCA

Po 10 minutach robi się cicho. Goście hotelowi z parteru i ci zajazdowi z 1 piętra chyba mogą spokojnie kłaść się spać. Cisza na korytarzach, nawet jakby dymu papierosowego już tak mocno nie czuć. Postanawiam iść zatem do ogólnodostępnej łazienki, by dokonać wieczornej higieny. Zakładam japonki, bo przecież nie wiadomo co tam pod prysznicem moje stopy znajdą, otulam się ręcznikiem najbardziej jak mogę, coby nikt nie widział mojego ciała, bo wstyd przyznać, ale trochę jak to zajazdowe gumoleum wygląda, i idę. Jest ciemno, cicho, śpią chyba już wszyscy. To dobrze, łazienka wolna będzie. Znajduję drzwi na których widnieje tabliczka TOALETA. Wchodzę, bo nie znalazłem drzwi z napisem ŁAZIENKA. Intuicja mnie nie myliła, to toaleta i łazienka razem wzięte. Wchodzę i co widzę? Na podłodze płytki podłogowe, jakby z firmy Paradyż, armatura sanitarna jakby Koło, ściany tak bielutkie, że bielsze już chyba nie będą, a zasłony prysznicowe przypominają wakacje pod palmami z widokiem na pluskające się w ocenianie delfiny, na tle zachodzącego słońca…  A zatem żegnam się z lamperiami w kolorze parówkowym, marmurkowym gumoleum i ciężkimi od dymu papierosowego firanami. Zrzucam ręcznik i wchodzę pod prysznic, by się wykąpać, ku..wa!

P.S. Nic nie mam do Kędzierzyna-Koźla i jego zaplecza noclegowego. Taki nocleg mi się trafił, bo zależało mi na lokalizacji blisko miejsca, w którym szkoliłem.
P.S. 2. Z oczywistych powodów nazwa hotelu w tytule została zmieniona : )

zdjęcia unsplash: @martenbjork @devonowens

Zobacz inne wpisy

Komunikacja screen to screen

| work-life balance | No Comments
KOMUNIKACJA SCREEN TO SCREEN - OCZY NIEBIESKIE OD MONITORÓW „Co mam zrobić jak oni kamerek nie włączają i ja sam muszę mówić do pustego ekranu?” – zapytał mnie ostatnio lekko…

Technostres

| work-life balance | No Comments
ZUMY, TIMSY, MESENDŻERY – dopadł cię już TECHNOSTRES? Teraz będzie taki teścik uczciwości wobec samego/ej siebie. Przyznam, że mnie jakiś czas temu trochę zmroziło, gdy dokładnie przeanalizowałem jak to wygląda…

Trener w podróży: hotel „Paradajs”

| work-life balance | No Comments
Szkolenia to nie tylko onlajny czy praca w biurze u klienta. To też często wyjazdy do innego miasta, a co za tym idzie - pobyty w różnych hotelach. Mieliście kiedyś…

Leave a Reply